Śniadanie Jamesa Bonda

Czy ktoś z was pamięta, żeby James Bond kiedykolwiek jadł śniadanie? Bo mi wydaje się, że rano to on „jadał” głównie kobiety. Gdyby śniadanie postanowił jednak zjeść, pasowałaby do niego lampka szampana. Bąbelkami rozpoczyna się więc „Śniadanie 007” w szwajcarskiej restauracji Piz Gloria na szczycie Schilthorn (2,970 m n.p.m.).  Jej obrotowa konstrukcja zagrała „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości” – Bondzie z 1969 roku. W rolę agenta wcielił się tu (jednorazowo) George Lazenby. No ale zastąpić Sean’a  Connery’ego łatwo nie było. Kto film ledwie pamięta, ten kreację Piz Gloria przypomni sobie w fajnym, interaktywnym muzeum. Można tu zobaczyć jak James Bond rzuca śnieżkami, wkleić swoją twarz w filmowe kadry, „polatać” helikopterem, „ruszyć w pościg” bobslejem  zobaczyć fragmenty filmu. W ostatniej ze scen Piz Gloria  spektakularnie wylatuje w powietrze. A że to efekty sprzed 40 lat, śmiechu przy tym co niemiara. I tak, w oparach filmowej sławy i wśród pięknych widoków można tu wciąż zjeść śniadanie godne 007. Koszt 29 franków.

image

image

image

image

Kręci się w głowie na wysokościach

Czy na wysokości 3454 metrów n.p.m. będzie mi się kręcić w głowie? Okej, Jungfrau (4158 m n.p.m.) to nie Mont Everest (8848 m n.p.m.), a na dodatek stacja kolejowa mieści się nie na samym szczycie, ale na przełęczy, czyli nieco niżej. Ale i tu może się zakręcić w głowie! Przede mną licząca 9,3 km (torów) podróż na Top of Europe – najwyżej położoną stację kolejową w Europie, na Jungfraujoch (3454 m n.p.m.)8.07: Ruszamy też nie z poziomu morza, ale z Lauterbrunnen – 795 m n.p.m. Od tej pory, kolejka pnie się mozolnie w górę. Bardzo tu stromo, więc rozstaw torów wąski, a pomiędzy nimi specjalna, podwójna zębatka. Wagon piszczy i trzeszczy gdy pokonujemy zbocze. Widoki piękne, ale aż do położonego wśród hal Kleine Scheidegg (godz. 8:50; na wysokości 2061 m n.p.m.) zmiany wysokości nie czuję. Tu przesiadam się w kolejkę, która jest mistrzynią wspinaczki. W 52 minuty pokonuje 1393 m różnicy poziomów. Większość trasy biegnie w wyrytym 152 lata temu, w litej skale, tunelu. Kąt nachylenia torów – 25 stopni. Czuć to, gdy usiłuję wstać z fotela – prosto stanąć nie sposób. Zaczyna zatykać uszy. Gdy zatrzymujemy się na pierwszym z przystanków (2865 m n.p.m.) – by zajrzeć przez okno wykute w ścianie Eigeru, wszystko zdaje się być bez zmian. Na drugim, tuż nad lodowcem (3160 m n.p.m.) czuję, że ciut ciężej się oddycha. Podbiegam kawałek – i to nie jest dobry pomysł. Zaczyna mi pękać głowa, ale pomaga kila łyków wody i cukierek. 9:52. Jungfraujoch 3454 m n.p.m. Niby wszystko jest dobrze, ale gdy zachwycona widokami biegam od okna do okna, zaczyna szumieć mi w głowie i czuję się jakbym była lekko wstawiona. Podobno zwykły objaw i mija po godzinie, którą zajmuje organizmowi przystosowanie się do bardziej rozrzedzonego powietrza. Po tym czasie produkcja czerwonych krwinek wzrasta i wszystko wraca do normy – tak przynajmniej twierdzi mój przewodnik. Pijąc gorącą czekoladę wciąż czuję się jakbym sączyła drinka, ale po jakimś czasie faktycznie mi przechodzi. Poza tym widoki mi teraz szumią w głowie. Pora zobaczyć jak wygląda Jungfrau z platformy Sfinksa.
image
www.jungfrau.ch

Ponad chmurami

Trzy szczyty – Jungfrau, Mnich i Eiger widać stąd jak na dłoni. Chmury spowijające dolinę, zostały daleko w dole. Nad nimi słońce, ośnieżone szczyty i lodowce. Kolejka mozolnie pnie się w górę wydrążonym w litej skale tunelem. I pomyśleć, że powstał ponad 152 lata temu. Bez GPS-ów i komputerów. Budowniczowie, raz na jakiś czas przebijali okienko w zboczu góry by zobaczyć, czy dobrze wiercą. Pociąg zatrzymuje się na wysokości 2865 m n.p.m., gdzie przez okno możemy zerknąć na pionową, budzącą grozę wśród alpinistów północną ścianę Eigeru. Drugi przystanek to Eismeer (Lodowe Morze) czyli niesamowite szczeliny lodowca na wysokości 3160 m n.p.m. W końcu stacja Top of Europe (3454 m n.p.m.) – najwyżej położona w Europie stacja kolejowa. W głowie się kręci od wysokości. Jeszcze sto metrów w górę, na taras obserwatorium astronomicznego Sfinks. Ależ widoki. Przepięknie!!!

image

image

image

image

Pędzle malarskie, pompka do roweru i dętka… lecą ze mną na Kubę

Dla znajomych znajomej, Kubańczyków, budujących dom w kraju, w którym jest problem z kupieniem wszystkiego po kolei. Wygląda na to, że udało im się dojść do etapu malowania ścian. Pędzle już lecą. Razem z maską do nurkowania, pompką do roweru obok letnich kiecek. Mam tylko nadzieje, że nikogo na lotnisku ten mój nietypowy bagaż nie zdziwi…

image

212 929 zdjęć przez 3.5 roku…

Oddałam aparat do czyszczenia matrycy. I przy okazji, zaintrygowany wyświeconą już na srebrno obudową Pan, sprawdził ile zdjęć nim zrobilam. Niemal 213 tysiecy!!. Przez 3,5 roku!!!. Wychodzi około 167 zdjęć dziennie.  A przecież nie fotografuje codziennie.  Szaleństwo! .
Dzięki ci więc mój ty Canonie, że mimo że już dawno przekroczyłam wszelkie fabryczne standardy i limity twojej wytrzymałości ty nadal działasz.  Wyjatkowo silny egzemplarz mi się trafił :)
image

Nowa odsłona Voyage

Magazyn Voyage w nowej odsłonie już od jakiegos czasu jest w kioskach, a właśnie ruszyła nowa wersja www.voyage.pl. Polecam!!!. Zajrzałam do podpiętej pod moje nazwisko listy artykułów… i sama nie mogę uwierzyć, że już ich tyle napisałam :)

http://www.voyage.pl/zespol/5/anna-janowska/artykuly

image

Poranek w TVN24

Dziś, bladym świtem, w programie Jarosława Kuźniara, opowiadałam o sytuacji w Wietnamie i na Filipinach, po przejściu tajfunu Haiyan. Make up na chwilę przed wejsciem na wizję:
image

Good Morning Wietnam!!!

Trzeci raz w Wietnamie. Naprawdę mam szczęście do tego kraju!  Relacja z podróży tym razem, wyjątkowo, nie na www.dziewczynawpodrozy.pl ale na Facebooku Three Weeks Magazine

https://m.facebook.com/threeweeksmagazine?id=212272415614499&_rdr

image

image

image